Lato w pełni. Temperatury w ciągu dnia żywcem wyjęte z Afryki. A ja co, biedna muszka? Szukam wciąż kremu z wysokim filtrem, który by nie powodował efektu "córki młynarza", czyli bielił niemiłosiernie.
Z pomocą, niczym rycerz na białym koniu, przychodzi Hildegard Braukmann.
OD PRODUCENTA:
Pojemność: 75ml
Cena: 72 zł (Eko-Linia Legionowo)
MOJA OPINIA:
Wielki brawa za opakowanie - to jest to, co lubię najbardziej! Odpowiednio wyprofilowany otwór, dodatkowy kartonik zabezpieczający przed uszkodzeniami. Zamknięcie znośne - normalna nakrętka, choć za takowym nie przepadam.
Krem ma chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem i doskonale spełnia to zadanie. Zawarty w składzie aloes świetnie radzi sobie z drobnymi niedoskonałościami. Jego konsystencja jest gęsta i czuję lekki opór, gdy rozsmarowuję go na skórze, ale wszystko jeszcze w granicach normy i nie ma powodu by narzekać. Gdy już tak smaruję swoje lico kremem Hildegard i prawie upewniam się, że zbieli mnie niemiłosiernie, nagle okazuje się że kremik fajnie się wchłania i żeby zaskoczenie było jeszcze większe, pomimo swoich tłustawych tendencji, nie pozostawia lepiącej warstwy i nie zapycha! Hurra!
Patrząc na jego wydajność, można jedynie bić brawo, ponieważ z tego 75ml opakowania można dusić i dusić krem, a on się nie kończy. Jedyną zabójczą jego cechą jest cena, kręcę nosem, bo mógłby być ciut tańszy. Ale jak się przyjrzeć promocjom w sklepie producenta, to można go kupić taniej - uff.
MOJA OCENA:
(Skala ocen 1-5, gdzie 1- oznacza bardzo złe zdanie, 5 - oznacza bardzo dobre zdanie )
Działanie - 5
Wydajność - 5
Cena - 4
PODSUMOWUJĄC:
Jeśli szukacie ochrony przed słońcem i dodatkowo chcecie poprawić stan skóry, to Hildegard jest dla Was. Ma wszystko to czego potrzebuje skóra problematyczna. To co Kochani? Ruszamy do sklepu po kremik?